Takie chwile!

Cisza z palcem na ustach poskramia obute drewniakami myśli. Robi miejsce dla strojącego swe skrzypki świerszcza dla pszczelich werbelków. Szelest chmur po niebie rozlanych. Słońce troskliwie głaszcze po policzkach smutku. Bąk zirytowany, że koncert rozpoczął się bez niego.
Takie chwile!
Nawet zegarek w sercu uciszył swoje kroki. Błogość jagodowa!
Smak niemyślenia, smak czucia sięgającego horyzontu. Chwila pięknego wzruszenia. Kawa pięciu przemian chwyta za serce w każdej odsłonie. Karmi smakiem przyjaźni.
Potem nowym pędzlem myśli się malują. Złote gwiazdy na płótnie utkanym z marzeń. Wibrujące obietnicą granaty, czerń, która nie niesie lęku. Linia nowych dni, ciąg kropek ku szczęściu.
Takie chwile!
Niespieszny poranek z chmurami wypłakującymi wszystkie nieszczęścia świata. Pozbawione ciężaru ulatują z latawcami ku słońcu. Może po wstążkach tęczy przyjdzie to, co od lat wyczekiwane. Przegoni zagubienie przywarte do duszy.
Takie chwile!
Szczęście budzące się na ramieniu, leniwie otwiera oczy. Dobrego dnia Polano Brzoskwiniowej Nadziei.

Wszystko przed ale traci znaczenie

Grę o Tron zacząłem oglądać bardzo późno. W szaleńczym tempie starałem się dogonić peleton zaawansowanych widzów. Tyle odcinków to jednak nie dla mnie, nawet jeśli filmy są wciągające. Coś tam sobie jednak dla siebie na później zachowałem.
Pośród kilku myśli zachowałem sobie słowa Bena Starka o tym, że wszystko przed ale traci znaczenie.
By uspokoić nieco wyrzuty sumienia zbudowane wielogodzinnym filmowym maratonem zabrałem się za lekturę książki Fritza Perlsa, Terapia Gestalt, której to Fritz jest nie tylko autorem ale i założycielem nurtu psychoterapeutycznego o tej samej nazwie.
Stary zawadiaka Fritz pisze w książce tak:
„Jest to bardzo ważne, by zrozumieć słowo ALE. ALE jest zabójcą. Mówisz „tak”, po czym przychodzi duże „ALE”, które zabija całe tak. Nie dajesz „tak” szansy. Jeśli natomiast zastąpisz ale na i, wtedy dajesz tak, pozytywnej stronie szansę. Trudniejsze do zrozumienia jest ALE, które nie jest werbalne, a ukazuje się w zachowaniu.
Możesz mówić „tak, tak, tak”, a twoje nastawienie to ALE; twój głos albo twoje gesty unieważniają to, co mówisz. „Tak – ale”. Nie ma więc szans na rozwój czy wzrost.”
Okazuje się, że to krótkie słowo kryje w sobie całką sporą kolekcję znaczeń. Bo przecież mieć jakieś ale, to mieć sporo pretensji mniej lub bardziej uzasadnionych. Może być też tak, jak numizmatyk słów oglądający je wnikliwie z każdej strony pod magicznym okiem lupy, przybliżając i oddalając, by wreszcie trafić do sedna wartości.

ALE, to królowa niejednoznaczności, która dla swego bezpieczeństwa zawsze gotowa się ukryć za jakimś komfortowym ALE. By nie utkwić w banALE kroczymy dalej drogą tej słownej zabawy. Czy ALE może być oznaką oporu naszego rozmówcy, który tchórzliwie lub może zwyczajnie nieświadomie ukryty pod grubą warstwą poczucia niskiej samooceny unika odpowiedzialności za słowa, które od ALE zdają się być o wiele większe? Zasiana niepewność każe w końcu każdy włos na czworo dzielić, brnąć w analizy, świata pierwiastkowanie. ALE czy to ALE jest aby rozwojowe?

Dość już tej podróży, wypłynąłem na zbyt silne fALE.

Wracajmy do sedna, do jednoznaczności słów choćby na małą odrobinę.

 

Photo by Leio McLaren (@leiomclaren) on Unsplash

Hamlet

Trzy sceny, trzy możliwe światy splątanych wydarzeń. Widzowie snujący się z miejsca na miejsce, szukający swego miejsca w świecie obłędu. Świdrująca uszy muzyka, spojrzenia zagubione w oddali. Podróżni oparci o ściany. Obłęd wgryza się nie tylko w umysł Hamleta. Widzowie nie mogą być tylko widzami. Emocje swym drżeniem ocierają się o ludzi jak aktorzy snujący się pośród widowni. Śmierć, szaleństwo, śmierć. Korzystając ze słuchawek, niekiedy łapałem się, że słucham dialogi, których nie jestem aktualnym świadkiem. Czasem przytłoczony dźwiękami, zdejmowałem słuchawki, by rozkoszować się plątaniną języków wybrzmiewających po polsku, ukraińsku i rosyjsku.
Przeróżne ludzkie konstelacje wciąż na nowo układane, przenikające się miejsca, ludzie wciąż w drodze. Zmiana.
Jedno co trwałe i pewne, to światło wdzierające się przez okna do środka. Ono jedno potrafi przynieść ocalenie.

Zapraszam do obejrzenia zdjęć mojego autorstwa z tego przedstawienia

Woreczek inspiracji

Mam taki magiczny woreczek inspiracji. Słowa pozbierane niczym pszczeli nektar niesiony do ula. Gwar słów pełnych emocji, uczuć i przeżyć. Słówka w życzliwej bliskości tulące się nawzajem i karmiące swoją energią. Bałem się trochę do niego zaglądać. Poczęstowałem nimi dziewczynę o czerwonych włosach. Błysk w oku kazał mi być pewnym, że znalazła swe odpowiednie słowa.
Odpowiednie to takie, które dają odpowiedź. Świat zaklęty w symetrii i porządku zawsze nam coś ma nam odpowiedniego do zaoferowania. Ważne by danej nam odpowiedzi nie przegapić, by z uważnością wciąż na nowo sens jej odczytywać.
Więc odwagi…
Wkładam rękę, niczym magik do swego cylindra.
No i masz…
Nie w kubełku na drugim końcu tęczy ale tu i teraz pojawiło się słowo:
Droga
Tak piękna i bogata w treść metafora. Pojawiała się tu już kilkakrotnie. Wciąż niewyczerpana, wciąż odkrywana. Nie uwierzycie ale naprawdę ją wylosowałem. Pisałem Wam kiedyś o samolociku odwagi. W ostatnich dniach wyruszył w swoją chyba ostatnią podróż. Mimo planu lotu dotarł do miejsc nieoczekiwanych. Pozostawił pasażerów w Ziemi Obiecanej, sam spełniony, już bez pasażerów powrócił do domu.
Droga
Być drogim dla siebie, być w drodze ku sobie.

 

Tu można kupić słówka: zmarzyciele.pl

Akceptacja i wolność

Jesteś jak ślimaczek, co pojawia się jak deszcz pada – usłyszałem kiedyś. Czy to strach czy oznaka wolności znaleźć się pośród kropel deszczu? Niewielkiej postury istnienie przeciwstawione potędze natury. Może, gdy jest nam źle i trudno, a w życiu narastają zagrożenia nie warto chować się w swym domku ale ruszyć na deszcz, stawić czoła wyzwaniom. Może wtedy właśnie warto, gdy masz największą ochotę schować się w swojej skorupie, iść do innych. U innych i dla innych szukać ratunku by rozpacz nie zalała.
Myślałby kto, że ślimak w swej niezwykłej ale i zamierzonej powolności wiedzie bezpieczne życie, usłane samymi przyjemnościami. Stawiamy znak równości powolność to bezpieczeństwo. Nic bardziej mylnego. Niewiele jest chyba istot, które w każdej sekundzie swego istnienia mogą zaznać kruchości swego losu. Krucha skorupka ślimaczego domku sprawia, że wbrew pozorom ślimak wiedzie raczej życie na krawędzi. Każdej chwili przeżywa bycie na ostrej krawędzi. A mimo to, na ogół odważnie wystawiwszy swe ciekawskie czułki, zmierza konsekwentnie ku swoim celom.
Akceptacja i wolność.
Zastanawialiście się nad niezwykłością kształtów muszelki winniczka. Życie zamknięte w nieskończoności. Spirala rozwijająca się na cały świat, której początek znajduje się w jednym istnieniu. Przenikanie bytów, przenikanie energii istnienia. Doskonała jedność odnaleziona tak blisko, w tajemnym punkcie początku spirali świata.
Akceptacja i wolność.

Potrzask

Życie, to naprawdę najlepszy scenarzysta. W oparach wyobraźni nie zrodzi się czasem coś równie nieprawdopodobnego, co życie bez naszej zgody ma nam do zaoferowania.
Dziś pod wpływem tragicznego wydarzenia z Puszczykowa myślę o potrzasku. To, że życie stawia nam przeszkody na drodze nie jest niczym zaskakującym. Potrafimy je doskonale unikać, co sprawniejsi ze sprytem biorą się z nimi za bary. Są też tacy, co dzielnie zarzucają je na plecy i idą dalej. Czasem jednak jest tak, że nie ma dokąd się udać. Przeszkody w zwartym szeregu szczelnie otulają nas zewsząd pozbawiając jakichkolwiek szans. Potrzask. Klatka. Pułapka. Zazwyczaj w potrzasku znajdujemy się zupełnie nieoczekiwanie. Na ogół, na szczęście, nam się tylko wydaje, że to koniec, że wyjścia z tej sytuacji nie ma. Gorzej, gdy okazuje się, że to jednak prawda. Życie przelatuje jak spłoszona mysz przed spadającym z nieba jastrzębiem. Dopada. Rozszarpuje. Nic nie można zrobić. Krzycząca czarnymi oczami niemota nie zdąży wyszeptać błagania o litość.
Potem już tylko kropki. ……… Jedna za drugą. Liczba choć wielkiej potęgi, teraz trwa w podzieleniu. Potrzask. Niemoc, niepełność i nieżyć, choćbym z wielu żyć się składał.
Na sercu zostają dziurki, jak po nakłuciach igłą, wiem jak to jest ciężko żyć z podziurawionym sercem. Przybądź Wielki Krawcu. Pospinaj serce poszarpane w potrzasku.

Intymność

„Niektórzy myślą, że intymność dotyczy zbliżenia. Ale intymność dotyczy prawdy. Kiedy zdajesz sobie sprawę, że możesz powiedzieć komuś swoją prawdę, kiedy możesz się pokazać, kiedy stoisz przed drugą osobą odsłonięty i w odpowiedzi słyszysz: ‚jesteś bezpieczny ze mną’ – to jest intymność. ”
Taylor Jenkins Reid
Intymność często sprowadzana jest do spraw związanych z erotyką człowieka, czy też jego nagością. To uproszczenie, które odziera nas ze sporej części możliwych znaczeń.
Intymność to coś co wydarza się w relacji osób. Nieco dziwne przecież wstydzić się w samotności swej nagości. Tak naprawdę czujemy się nadzy, dopiero wtedy, gdy ktoś to może ocenić. Przypomina mi się baśń H.Ch. Andersena: Nowe szaty cesarza. Dopiero spostrzeżenie dziecka, sprawiło, że dokonuje się w tej sytuacyjnej konstrukcji, zmiana.
Intymność dzieje się pomiędzy. Coś, co nie przynależy ani do jednej, ani drugiej osoby biorącej udział w spotkaniu.
Intymność, to bezbronność. Staję nagi, czyli nie tylko bez okrycia, ale pozbawiony masek i fałszywych wizerunków. Trzeba nie tyle odwagi, co zaufania. Mogę być dalej nagi, bo nie zostanę oceniony. Zostanę przyjęty wraz ze swoją nagą bezbronnością.
Psychologia społeczna rozróżnia przestrzeń społeczną, prywatną i osobistą. Mimo, że nie towarzyszy nam wyznaczona żółtymi taśmami granica naszego bezpieczeństwa, czy też bańka chroniąca nas przed innymi, to doskonale wiemy komu wolno zbliżyć się do nas, a kogo wolelibyśmy trzymać w bezpiecznej dla nas odległości. Przestrzeń osobista zwana jest czasem intymną rozpościera się wokół nas niczym niewidzialny kokon na odległość bliską pół metra. Żebyśmy się czuli bezpiecznie w tak niewielkiej odległości od siebie, musi to być ktoś nam wyjątkowo bliski. Nie każdego jesteśmy gotowi zaprosić do tak intymnego spotkania.
Intymność to powierzenia i oddanie siebie. Można oddać się w erotycznej relacji ale można i oddać swe pełen wątpliwości myśli, pełne wahań przekonania.
Intymność to coś, co trwa. Nie kończy się wraz ze spotkaniem dwóch osób. Intymnym pozostaje. Pozostaje pomiędzy tymi właśnie osobami, którym w pełni zaufania prawdę powierzono.
Zacząłem dziś od cytatu i na cytacie zakończmy.
Z tajemnicą to jest tak, że nie da się z nią żyć. Trzeba ją komuś opowiedzieć. – Mariusz Szczygieł
Bez intymności nie da się żyć. Trzeba mieć kogoś przed kim staje się nagi i bezbronny, a mimo to bezpieczny i nie oceniony.

Rozkwit

Każdy pewnie w swym życiu potrzebuje wiosny. Ja jej potrzebuję. Długo się zaczyna. Czuje jej oznaki od jakiegoś czasu. Kotłuje się, zmaga, czasem daje wyraźne symptomy swego istnienia, by kilka chwil później tkwić w lodowatym paraliżu.
Po co mi ta wiosna?
Nie chcę być już tylko potencjałem.
Chciałbym tu i teraz doświadczać rozkwitu.
Gdy to, co uśpione zimową niemocą staje się sobą na nowo, sobą pełniej i piękniej.
Gdy to, co potencjalne staje się wreszcie możliwe. Intuicyjnie wyczuwam to, co możliwe. Znam już chyba na wylot wszystkie pęta wiążące me siły wzrostu. Okiełznane rumaki oczekiwań, osły dźwigające kontrolę na swych plecach. Niby wypuszczam na świat pierwsze oznaki nowego życia. Wciąż jednak jakby zbyt mało, zbyt wolno.
Rozkwitu mi trzeba. Szalonej eksplozji kolorów. By pomarszczone skrzydła motyla wykluwające się z trumny powszedniości, rozpostarły się na lśniącym błękitem niebie.
Rozkwitu co owoce przynosi zadowolenia. Rozkwitu co łanem szczęścia olśniewa.
Potrzebowałem odwagi przyszła wraz z decyzją, decyduję zatem wiosno mojego życia od dziś rozkwitaj.

Czuję!

Czuję! Bombardowany impulsami; minuta po minucie niby przywykłem do rozmaitości uczuć przeżywania. Igły lęków, bólu już nie sprawiają. Przywykłem przecież. Czasem się jednak coś przebije, drogę do serca odnajdzie, zagubi się w plątaninie myśli. Ostatnio, bez wyraźnego powodu, za kołnierz płaszcza wślizgnął się jakiś przedziwny niepokój. Dziesiątki małych kolczastych kasztaniątek sturlało się po plecach, a powieki stały się nazbyt ciężkie nadmiarem smutku. To nie było moje!
Kogo poczułem? Czemu bliźniacza duszo cierpisz w samotności? To jak widzisz nic nie zmienia. Czucie przyciąga Twój smutek z daleka.
Wyobraźnia oczekiwań, czy prawdziwe pełne empatii współodczuwanie? Czy jest dowód na to co tu zaszło wykraczający poza wiarę?

Spisałem, na brzeżku kartki, by intensywność zdarzeń nie zatarła tej chwili.

Dziś telefon! Niewiarygodny ale ślad w billingu pozostał.
– Coś mi mówiło, że mam się do Ciebie odezwać, bo może jesteś w stanie mi pomóc.
– Czułem i nie potrafiłem wyjaśnić.
– Przyciągałem Cię. Tylko Ty jesteś w stanie mnie choć trochę zrozumieć. Ostatnia nadzieja, no wiesz przecież co mam na myśli.
– Nie wiem, nic nie wiem. Ale czuję!
– Dobrze, dłużej już czekać nie mogę!
– Jestem gotów!
– Wiem, że jesteś, choć nie rozumiem czemu właśnie Ty!

Milczenie półsłówków. Potoki niewypowiedzianych a zrozumianych emocji. Magia czucia bratnich dusz.
Czuję!