Rozkwit

Każdy pewnie w swym życiu potrzebuje wiosny. Ja jej potrzebuję. Długo się zaczyna. Czuje jej oznaki od jakiegoś czasu. Kotłuje się, zmaga, czasem daje wyraźne symptomy swego istnienia, by kilka chwil później tkwić w lodowatym paraliżu.
Po co mi ta wiosna?
Nie chcę być już tylko potencjałem.
Chciałbym tu i teraz doświadczać rozkwitu.
Gdy to, co uśpione zimową niemocą staje się sobą na nowo, sobą pełniej i piękniej.
Gdy to, co potencjalne staje się wreszcie możliwe. Intuicyjnie wyczuwam to, co możliwe. Znam już chyba na wylot wszystkie pęta wiążące me siły wzrostu. Okiełznane rumaki oczekiwań, osły dźwigające kontrolę na swych plecach. Niby wypuszczam na świat pierwsze oznaki nowego życia. Wciąż jednak jakby zbyt mało, zbyt wolno.
Rozkwitu mi trzeba. Szalonej eksplozji kolorów. By pomarszczone skrzydła motyla wykluwające się z trumny powszedniości, rozpostarły się na lśniącym błękitem niebie.
Rozkwitu co owoce przynosi zadowolenia. Rozkwitu co łanem szczęścia olśniewa.
Potrzebowałem odwagi przyszła wraz z decyzją, decyduję zatem wiosno mojego życia od dziś rozkwitaj.

Czuję!

Czuję! Bombardowany impulsami; minuta po minucie niby przywykłem do rozmaitości uczuć przeżywania. Igły lęków, bólu już nie sprawiają. Przywykłem przecież. Czasem się jednak coś przebije, drogę do serca odnajdzie, zagubi się w plątaninie myśli. Ostatnio, bez wyraźnego powodu, za kołnierz płaszcza wślizgnął się jakiś przedziwny niepokój. Dziesiątki małych kolczastych kasztaniątek sturlało się po plecach, a powieki stały się nazbyt ciężkie nadmiarem smutku. To nie było moje!
Kogo poczułem? Czemu bliźniacza duszo cierpisz w samotności? To jak widzisz nic nie zmienia. Czucie przyciąga Twój smutek z daleka.
Wyobraźnia oczekiwań, czy prawdziwe pełne empatii współodczuwanie? Czy jest dowód na to co tu zaszło wykraczający poza wiarę?

Spisałem, na brzeżku kartki, by intensywność zdarzeń nie zatarła tej chwili.

Dziś telefon! Niewiarygodny ale ślad w billingu pozostał.
– Coś mi mówiło, że mam się do Ciebie odezwać, bo może jesteś w stanie mi pomóc.
– Czułem i nie potrafiłem wyjaśnić.
– Przyciągałem Cię. Tylko Ty jesteś w stanie mnie choć trochę zrozumieć. Ostatnia nadzieja, no wiesz przecież co mam na myśli.
– Nie wiem, nic nie wiem. Ale czuję!
– Dobrze, dłużej już czekać nie mogę!
– Jestem gotów!
– Wiem, że jesteś, choć nie rozumiem czemu właśnie Ty!

Milczenie półsłówków. Potoki niewypowiedzianych a zrozumianych emocji. Magia czucia bratnich dusz.
Czuję!

Wyrwało mnie na Czternaste Piętro

Dla człowieka mieszkającego na parterze podróż na czternaste piętro to trochę jak wyprawa w Himalaje. Dobre duchy wypatrzyły dla mnie cudne wydarzenie. Mimo, że operacja już dawno za mną (niby tylko dwa miesiące ale zarazem miliony myśli, wydobytych chwil emocji i westchnień – więc dawno) wciąż zbieram dobre myśli dobrych ludzi. Magda, obywatel Republiki Radości jest dość niespokojnym duchem. Ten jej niepokój każe jej raz na jakiś czas przewrócić prywatne mieszkanie do góry nogami. Na szczęście nie szuka bezpowrotnie straconych chwil ale zaprasza gości. Tych gości chce się słuchać. Podzielają to zdaje się też pozostali uczestnicy spotkania zebrani w największym z domowych pokojów. Joanna od Krzyżanków – autorka pięknych książek dla dzieci wiele razy dzieliła się opowieściami zasłyszanymi od babci Cecy, jak to kobiety spotykały się na darciu pierza. Czasem też darły się na siebie ale głównie spotykały się by ze sobą porozmawiać i życiową mądrością się podzielić. Magda i Jarek pomagają drzeć sterty myśli przeżartych schematami i składać te kawałeczki na nowo. Tym razem, wystąpiły dwie dziewczyny. Weronika Zimny – mała ciepła, dziewczynka o umyśle ostrym jak miecz samurajski tnącym zimno zbędne słowa, opowiedziała o swoich zmaganiach z edukacją. Ten temat jakoś tak próbował zdominować pozostałe. Szkoły demokratyczne, edukacja domowa – ciekawe sprawy zwłaszcza dla wieloletniego belfra przeżartego nieco pruskim systemem. Szacun.
Spotkanie rozpoczęło się tym, że każdy przedstawiał się tak długo jak paliła się zapałka trzymana w jego ręce. Dwadzieścia lat świeczki zapalałem. Mam wprawę. Choć nie tylko dlatego… W życiu też nie chcę by to, co zapłonęło gorącym płomieniem, gasło zbyt szybko. Wolę ręce sobie poparzyć. Tym razem zapaliła mi w głowie dużą żagiew Asia Nowacka. Ja naiwny myślałem, że mam dużo pomysłów. Aśka z lekką nonszalancją wytrzepała ich tyle z ostatnich trzech lat swojego życia, że opadłem z wrażenia na wygodnym krześle. Ciary na plecach. Udało się jednak wynegocjować, że Aśka mnie stolarki nauczy. Karmników nie będziemy robić ale dobry stołek w dzisiejszych czasach to podstawa. Jeju dobrze, że ta kobieta w Afryce sama się pozszywała i pokręcone nogi poprostowała. Mówi, że nie imadło tylko potęga świadomości wystarczyła. Ja jej wierzę, baba zapalnik. Wygooglajcie. Mam nadzieję, że jakiś projekcik przy okazji tych taboretów ogarniemy.
Wracając… z podniebnych lotów dalekosiężnych planów, na równie wysokie czternaste piętro. Cudna i skromna Magdaleno wspaniały pomysł i proste rozwiązanie. Mądrość zamknięta w M-3. Mam nadzieję, że więcej takich spotkań nie ominę.

 

fot. Dan Carlson / unsplash

Moja pamięć

Czytam „Nie ma” Mariusza Szczygła. To drugie podejście do tej książki. Pierwsze zakończyło się po przeczytaniu przedmowy. Nie dlatego, że autor zbyt długo wymieniał nazwisko i padłem ze znudzenia. Już we wstępie zafundował mi taka dawkę emocji, że nie udźwignąłem. Na ogół przedmów nie czytam. Jakieś słodkie podziękowania, spijanie z dziobków. Tu już na wstępie mały objętością, a ogromny mocą słowa traktat o przemijaniu. To zdaje się temat wciąż daleki mi do przepracowania, odległy tak, że myśli nigdy tam nie zaglądają.
Zacząłem drugi raz….
Pamięć i „pamięć”. Czy jesteśmy sami sobie kłamcami? Czy dlatego wspomnienia Fischerowej i Szczygła zapisały się tak odmiennie?
„Jesteśmy sumą naszych doświadczeń”
A może jest też tak z pamięcią? To jak się ona w nas zapisuje nie zależy od jakiegoś obiektywnego wzorca ale bardziej od tego jakie doświadczenia nas w życiu kształtowały?
Stając wobec takiej samej wielobarwnej prawdy, każdy zwraca uwagę na coś innego. Intensywność doznań w tym kontakcie jest też rozmaita. Inaczej zapamiętany kolor, inne doznania towarzyszące zapachowi, czy tez różne skojarzenia związane ze smakiem. Nie ma chyba tej jednej „pamięci”. Nie ma też jednej prawdy. Każdy może nieść swoją, choć tak odmienną od innych.
Czytam dalej…

Pomiędzy

Osiołkowi w żłoby dano… Osiołek prowadził życie pomiędzy. Owo pomiędzy doprowadziło do jego zguby. Może powodem zachłanność, a może niezdecydowanie.

Bycie pomiędzy sprawia, że nie jesteśmy nigdzie tak naprawdę i do końca. Bycie pomiędzy sprawia, że nie przynależymy nigdzie. Pomiędzy to oczekiwanie i wiążąca się z tym niepewność. Coś zostało za naszymi plecami… Być może mosty zostały spalone, nie ma już odwrotu. Przed nami coś, czego może wciąż nie widać. Strata i nadzieja. Znów bieguny zdarzeń, bieguny przeżywanych emocji i uczuć.

Pomiędzy… W którą stronę biegnie Twoja uwaga? Dlaczego właśnie tak? Nie musisz zmieniać zdania, nie oceniaj. Po prostu zobacz. Spojrzyj czy bliżej Ci do tego co było, a może kusi Cię to, co może nadejść.
Pomiędzy jest pępowina, życiodajne połączenie. Czas na rozdzielenie biegunów. Autonomia.

Wibracje uczuć

Spomiędzy rozgrzanych ciepłem dźwięków, światło leniwie rozlewało się z kryształowych świetlnych kul, sunęło przecudnej wibracji poruszenie. Pieszczotliwie dotykało brzucha, z delikatnością muskało skroni, sprawiało, że serca drżenie tego dnia stawało się czymś szczególnym. Tybetańskie szepty otaczały nogi i ramiona. Zmieniające się kolory pod zamkniętymi powiekami zapraszały do wędrówki po innych światach. Jednak zaproszenie zaciśnięte w dłoni wydawało się być jeszcze bardziej kuszące. Dwoje strażników pozwoliło przemówić drogocennym kamieniom wypowiedzieć magiczne zaklęcie. Nie oczekuj i akceptuj. Kiwnięcie głową. Spokój. Wibracje przenikające do wewnątrz ciała, życiowa energia na nowo wyzwolona. Miłość

Lustro

Fotografowie fascynowali się już od dawna niesamowitym podobieństwem bliźniaków. To jest coś, co właśnie fotografii miało być zarezerwowane. Myśl o utworzeniu doskonałej kopii natury, perfekcyjnym odzwierciedleniu.
Kropka w kropkę…

Ucięło się serce na krawędziach lustrzanej krainy.

Otaczamy się lustrami nie tylko po to by w nich dojrzeć siebie, podziwiać, poprawiać. W lustrze też szukamy czy nie widać tego co miałoby pozostać ukryte. Świat ukrytego alter ego. Zdezintegrowane tchórzostwo. Rozkładający się trup szczerości. Bogaty wewnętrzny dialog. Szum słów. Gdzie „ja” to ja, gdzie? Która ze zdezintegrowanych kawałków osoby jest mną? Może już nie ma ja. Lepiej rozpaść się jak dopiero co ułożone puzzle i zacząć układankę na nowo, niż czekać nim się wszystko samo ułoży, aż dotyk słońca sprawi że niczym Stwórca westchniesz na ten widok, że to dobre było. Lepiej się rozpaść i na nowo tworzyć niż wiecznie szukać kawałków zagubionych.

Wigilia dusz poranionych

Wigilia dusz poranionych

Adwent to okres liturgicznego poprzedzający w kościele Boże Narodzenie. Główną myślą tego czasu jest oczekiwanie na przyjście „Tego, Na Którego Wszyscy Czekali”. Sama wigilia – dzień przed – jest kwintesencją tego oczekiwania. W tym roku po raz pierwszy w życiu mogłem przeżywać wigilię poza kręgiem rodziny, zwyczajnie wśród dobrych znajomych. Czułem, że to miejsce dla zbłąkanego wędrowcy jest właśnie dziś dla mnie. Przypomniały mi się dziecięce rozmyślania. Nurtowało mnie, gdzie jest ten podróżny, skoro do nas nie przyszedł. Czemu od lat nie może do nas trafić, co go zatrzymuje? Bycie w drodze rządzi się swoimi prawami. Nie wiadomo, gdzie nogi poniosą, gdzie wiatr zaprowadzi, gdzie zapadnie decyzja o postoju. Czekająca od lat pusta zastawa czekała właśnie na mnie. Musiałem wyruszyć tylko w drogę. Tak długo czekałem, a rozwiązanie było tak proste.
Czekaliśmy też przy wigilijnym stole na jednego z członków rodziny, który z pewnych względów nie mógł przybyć na czas. Prosto i bez fajerwerków mieliśmy okazję namacalnie doświadczyć czekania na „Tego, Na Którego Wszyscy Czekali”. Przygotowany stół, po raz kolejny odgrzewane dania cudne zapachy dobiegające z kuchni i przypominające uczestnikom o przemijających chwilach, pełna napięcia i udzielającej się nerwowości czujność na dobiegające z korytarza hałasy. Dyskretnie okazywane radość i ulga, jakie spłynęły na domowników po jego przyjściu są nie do opisania. Wzruszenie pojawia się na samo wspomnienie tej chwili. Każdy chciał Go jakoś mieć dla siebie. Dotknąć, przytulić, uścisnąć, dać jakieś słowo.
Cudne doświadczenie, za które Wam drodzy gospodarze, jestem bardzo wdzięczny. Pełny prostoty obraz, który ucząc pokory sprowadził na ziemię. Nie klimat, pogoń za spełnieniem rytuałów czy ludzkich oczekiwań jest tego dnia najważniejsze ale czekanie na „Tego, Na Którego Wszyscy Czekali”.
Z czym zostaję. Każde, wydawać by się mogło, banalne doświadczenie, może wiele wnieść do mojego własnego przeżywania życia. Zostaję z tym, że warto być otwartym na to co nowe i wciąż nieodkryte.

Pozwól sobie dawać, pozwól sobie brać

Sensei podarował mi jabłko…
Nie tak jak rzecze pismo „niech nie wie prawa co czyni lewa” lecz niech prawa obdarowuje lewą. Niech lewa błogosławi prawą. Niech obie uczą się przyjmować dar w swoje objęcia. Cenna lekcja. Miniatura świata w Twoich dłoniach. Dawanie – branie – wzajemne przenikanie i obecność. Unikamy biegunów. Łatwo skupiamy się na jednym z nich. Tak łatwo stać się cały braniem lub cały dawaniem. Odbieramy sobie jednak wtedy możliwość przeżywania pełni doświadczenia. To rozbicie na dwa osobne cykle przeżywania nie tylko utrudnia nam możliwość całościowego spojrzenia. Zamiast integrować w sobie doznania, dezintegrujemy. Dezintegrujemy też siebie w ten sposób?
Prawa dłoń powoli przesuwa się nad lewą. Wkłada w jej ciepłe wnętrze jabłko. Jakby pierwszy raz się razem spotkały. Miękną palce, w ich drżeniu pojawia się wdzięczne poruszenie rozlewające się aż po plecy. Odchodząc palce przytrzymują siostrzane bliźniaki drugiej dłoni jakby chcą upewnić, że dobrze się dzieje, że brać też trzeba.
Do tej pory tylko czasem niewzruszone bez odrobiny czułości stały obok siebie na modlitwie, często się wspierały i uzupełniały. Zacierać można dłonie z nadzieją na sukces wtedy jednak jakby wszelkie złe okoliczności chciałyby spomiędzy siebie wydusić. Jedyna namiastka intymności tej lewo-prawej pary to chwila, gdy czasem myśli ulecą w dalekie miejsce, a ty nieco dłużej niż zazwyczaj delikatnie rozsmarowujesz mydło.
***
Jabłko, dwie dłonie – to też historia Adama i Ewy. Tak łatwo jesteśmy skłoni do oskarżeń Ewy. Decyzję w tej historii podejmuje też Adam. Wiele na to wskazuje, że mężczyzna świadomie chce przyjąć dar Ewy ze wszystkimi tego konsekwencjach. A może to historia tragicznej miłości? Adam przyjmuje jabłko, by być tam, gdzie po jego zjedzeniu musiałaby iść Ewa. Chce jej towarzyszyć nawet na tej drodze? Zapala mi się światłem ciepłym i niespokojnym skojarzenie z moim kochanym filmem „Między niebem, a piekłem”. Przypomnijcie proszę. Powrócę.*
Lewa ręka podaje prawej prezent. To mój dar od Ciebie. Przyjmij go.

Termos

Pamiętacie ilustrację z ostatniego wpisu? Pancerne serce… Siłą rzeczy, gdy myślimy o pancerzu, wyobraźnia podpowiada widok średniowiecznego wojownika odzianego w pancerny strój. Zbroja ma zapewnić bezpieczeństwo rycerzowi wyruszającemu na śmiertelną bitwę. Hełm spowijający głowę, kirys skrywający dzielnie wypiętą pierś walecznego człowieka, ograniczały ruchy. Jak jednak inaczej powrócić z pola, na którym śmierć dziesiątkuje wojów?
Niepozorna chustka z misternie wyhaftowanym inicjałem, szyta z delikatnej i ulotnej tkaniny kto, wie czy nie odegrała większą rolę w motywowaniu woja do powrotu do domu. Oczy pełne łez, wybranki która pośród strachu wręcza mu na pamiątkę przed wyruszeniem w drogę ślad łączącego ich uczucia.
Nie król i jego królestwo, nie pancerz i zbroja ale ten drobny kawałek materiału skrywany pod blachami pancerza bardziej bronił.
A jak to jest dziś?
Może termos… Napełniony po brzegi troską i miłością będzie nie tylko niezawodnym kompanem w wyprawie po nastroszonej przeszkodami codzienności ale i powodem poruszenia, które sprawi, że się chce wrócić wbrew wszystkiemu.
Stoję w oknie z rozczuleniem patrząc na pomykające po niebie śniegowe płatki, jakby świadome swego ulotnego losu, niezbyt chętnie ku ziemi zmierzają.
Palcami obu rąk oplótłszy mały kubeczek odkręcony od termosu wdycham nosem błądzącym pośród unoszącej się pary. Ulotne chwile z kardamonem, białą szałwią i czarną porzeczką. Miód w kubku i sercu.