poWstanie

Słowo podniosłe. PODNIOSŁE… Nie można przy tym słowie wygodnie się rozsiedzieć rozkoszując się codziennością, nie da się usiedzieć przy nim w miejscu, trzeba się podnieść i powstać. Zanim coś powstanie nie można być obojętnym. Powstanie wyzywa by porzucić bylejakość i obojętność. Trzeba zaangażowania. Powstanie, to niezwykle rewolucyjne słowo. Każdy zasługuje na powstanie. Nie takie pośród wojennej gehenny ale takie, które jest niezwykle rewolucyjne i wiele zmienia w moim życiu. Każe powstać i wyruszyć. Nic już nie będzie takie samo.
I jeszcze dziś kilka słów z wywiadu z ks. Bonieckim:
Tam, gdzie rozbiję swój Namiot, jestem w domu. Kiedy się przeprowadzę, znów będę w domu. To doświadczenie uważam za dobrodziejstwo. Wolność od złudzenia stałego domu na tym świecie. (…) Trzeba mieć duszę koczownika. Rozstawiam namiot, jutro go zwijam, idę dalej… Wtedy też nie da się mieć za wiele rzeczy.

Granice

Granice są po to, by… je przekraczać. Skoro ich nie uznajemy, to może tak naprawdę nie są nam wcale potrzebne? To byłoby jednak zbyt proste…
Czasem jest tak, że strefa komfortu, w której czujemy się tak bardzo bezpieczni zaczyna uwierać. Ciśnie jak kamień w bucie, wzywa by go wytrzepać i ruszyć w pełną przygód drogę. Każdy krok pozwoli pokonać kolejną granicę swoich słabości.
Granica jest też po to by wiedzieć dokąd wracać, gdzie nam było dobrze i bezpiecznie. Jak małe dziecko, które eksploruje świat oddalając się od maminej spódnicy, co kilka chwil obraca się by upewnić się, że Ona wciąż tam stoi, gdzie stała.
Każdy człowiek wokół siebie kreśli wokół siebie niewidzialne koło wyznaczające granicę naszej intymności. Jednym pozwalamy zajrzeć w nasze roziskrzone oczy, innych chcielibyśmy trzymać w zasięgu ciepłych dłoni, są jednak też i tacy, których chcielibyśmy dla swego bezpieczeństwa trzymać z dala od nas. To my wyznaczamy granicę i my jej musimy konsekwentnie strzec. W każdej kulturze te granice są nieco inne.
Jak wyglądałby świat bez granic. Wbrew pozorom nie byłoby w tym świecie prawdziwej wolności. Trudno w podróży po świecie bez granic wrócić do domu. Ja potrzebuję do niego wracać. A TY?

Ławeczka

Zwalony na ziemię pień stuletniego drzewa chciał podzielić się bogactwem swych doświadczeń. Jeszcze nim dopadły go hordy korniko-wandali przysiadła na nim para ludzi. Nieśmiale usiedli obok siebie nerwowo zagniatając dłonie, skubiąc rogi swoich ubrań. W miarę wypowiadanych słów nerwy opadały a bratersko-siostrzana dwójjedność połączyła płochliwe myśli. Odważnie patrzyli przed siebie, gdzie podobne marzenia rozświetlały horyzont. W końcu potrafili zaufać. Spojrzeli ku sobie badając głębiny swych tęczówek. Spotkać kogoś to zajrzeć w nagość jego oczu, ujrzeć skarbiec przeżyć i emocji. Spotkać kogoś naprawdę to zachwycić się nim bez reszty.
Ławeczka z powalonego pnia to dobre miejsce na spotkanie.